Dom do remontu – kupić czy dać sobie spokój?

Rok 2014 minął nam jak tegoroczne upały – intensywnie i szybko, cały poświęciliśmy daremnym poszukiwaniom mieszkań nowych, z rynku wtórnego, mieszkań bezczynszowych, ogólnie pogoń za swoim miejscem na ziemi. Potraktowałam ten rok jak ogromną lekcję i jeszcze większą przygodę. Ostatni post poświęciłam mieszkaniom bezczynszowym ( czytaj tutaj ). Ten etap uświadomił nam jedno – chcemy mieszkać w domu z własnym ogrodem, potrzebujemy ciszy i spokoju. 

Początek 2015 był nowym rozdaniem, jak by nagłym olśnieniem, przebudzeniem ze snu zimowego. Jak dwa niedźwiadki lekko zamroczone wyszliśmy ze swoich gawr, z nadzieją na przełomowy okres.

Trzeci kwartał roku stał się tym oczekiwanym, przełom nastąpił dopiero teraz – kupiliśmy działkę pod budowę naszego wymarzonego domu. Zanim napisze jak do tego doszło, nie mogę ominąć kilku miesięcy poszukiwań domów do remontu.

IMG_1553

Warszawa to piękne miasto, moja ulubiona Praga Południe jest naprawdę urocza, nie sposób opisać wszystkich miejsc gdzie spędzić można cudownie popołudnie, a w weekend wypuścić się na cały dzień. Widok z naszego mieszkania na dzikie jeziorko, kaczeńce i wszelakie ptactwo, zapach czekolady i karmelu z fabryki Wedla roznoszący się po całym Parku Skarszewskim. Nietuzinkowa Saska Kępa będąca „rezerwatem kultury i sztuki”, kawiarenki i restaurację wplecione w przedwojenną zabudowę, Stadion Narodowy gdzie zawsze coś się dzieje – zimą lodowisko, latem koncerty i przeróżne imprezy sportowe.IMG_1599 (590x800) Kilometry tras rowerowych, rolkarze, biegacze, ścieżki spacerowe nad Wisłą, teatry, szkoły tańca, targowisko na Rondzie Wiatraczna z mnóstwem świeżych produktów…to ułamek tego co dzielnica Praga Południe daje swoim mieszkańcom. Po co o tym piszę ??, żeby wytłumaczyć się sama przed sobą co tak długo trzymało mnie w tym miejscu, jedno wiem na pewno – stolica wciąga, zasysa jak Żółw Matamata, który otwierając swoją paszczę wytwarza ciśnienie i wciąga ofiarę prosto w trzewia ( wygląda jak by wiecznie się uśmiechał  ).Tak jest właśnie z Warszawą i chyba każdym dużym miastem. Ilość bodźców bombardujących nas ze wszystkich stron jest przyjemna i daje poczucie, że nic ważnego nas nie omija, z drugiej strony przytłacza ogromem. Oczywiście dobrze płatna praca rekompensuje nam np. wieczne stanie w korkach, permanentny brak czasu na przyjemności, które wymieniłam. Gdy wyrzucą nas z roboty, na pewno szybciej znajdziemy nową w tak dużym mieście. Codziennie do pracy w Warszawie dojeżdża prawie pół miliona osób, ( stolica w weekendy to zupełnie inna przestrzeń ).

Za wszystko co mam dzięki Warszawie, dziękuję – przyszedł jednak czas na zmiany i upragnioną ciszę.

W temacie poszukiwania domu jedno się nie zmieniło – żadnych pośredników, agencjom serdecznie dziękujemy. Może powinnam wytłumaczyć swoją niechęć do pośredników, która właściwie nie jest uczuciem negatywnym, raczej przejawem zdrowego rozsądku. Tyle jest przecież sposobów, możliwości, właściciele ogłaszają się sami, można zamieścić ogłoszenie w internecie, na sklepie, na murku w interesującej nas okolicy, nie widzę najmniejszej potrzeby płacenia komukolwiek za wyszukiwanie dla mnie mieszkań, domów czy działek budowlanych. Często słyszałam od znajomych, że oferty z biur nieruchomości to same perełki, najlepsze na rynku, cała reszta  to ochłapy i resztki ze stołu, których nikt nie chce kupić – BZDURA !!!!!

Prawdziwe perełki nie szuka się w biurze nieruchomości ani nawet w samym internecie. Trzeba jeździć po okolicy, pytać mieszkańców, pojechać do gminy, znaleźć numer księgi wieczystej, jej właściciela itp. Takim sposobem znalazłam swoją, wymarzoną działkę budowlaną, więcej na ten temat napiszę w innym poście.

 Prawobrzeżna część Warszawy to rejon bliski nam najbardziej. Rozpoznanie terenu miało swój początek w internecie, moje ulubione platformy z ogłoszeniami to:

Ogłoszeń jest setki, tysiące, na samym początku warto w wyszukiwaniu szczegółowym zaznaczyć co nas interesuję. Unikniemy oczopląsu i bólu głowy. Moją selekcję rozpoczynałam od rzeczy dla mnie istotnej –  „tylko bezpośrednio,” następnie po kolei :

  • cena od-do
  • lokalizacja
  • powierzchnia
  • typ budynku
  • media

Ten zestaw powoduje znaczne zawężenie tematu, z kilkuset ofert zostaje nam np. 60, co przy filiżance ulubionej herbaty zajmie nam jakąś godzinkę. I tak dzień w dzień, po dwóch tygodniach wchodząc na jakikolwiek portal, od razu widziałam czy coś nowego się pojawiło. Zaczęłam dzwonić, umawiać się na spotkania.

 W tamtym czasie, byliśmy gotowi przeznaczyć na zakup domu 600 000 zł ,( ciarki mnie przechodzą, pot zimny oblewa na samą myśl o tak gigantycznym kredycie ). Wtedy wydawało nam się to rozsądne. Szukaliśmy domu gotowego do zamieszkania, zależało nam na szybkiej przeprowadzce, pozbyciu się kosztów wynajmowanego mieszkania. Kto mieszka w Warszawie lub innym dużym mieście wie, że 600 000 zł na dom to naprawdę nie wiele. Kwestia tak wysokiego zobowiązania doprowadziła nas finalnie do rezygnacji z zakupu domu w stolicy. Zanim jednak napiszę jak potoczyły się nasze losy, musze wspomnieć ten etap poszukiwań. Dużo tego było, nie pamiętam ile domów widzieliśmy, chyba kilkadziesiąt, ale o kilku z nich postanowiłam napisać tak, ku przestrodze.

 Dzielnice Wesoła, Rembertów, Falenica, Stara Miłosna oraz Sulejówek ( pierwsze miasto za Warszawą ) – to rejon naszych ówczesnych wędrówek.

Jedną z pierwszych ofert, która na zawsze zakończyła poszukiwanie półśrodków była dobudówka a raczej nadbudówka w starej przed wojennej kamienicy w dzielnicy Warszawa –  Wesoła. Całe piętro, około 100 m2, 3 pokoje, kuchnia, osobne wejście z sypialni do łazienki, plus cytuję „ pięterko do dowolnej aranżacji z widokiem na pobliski las „. Cena 560 000 zł do negocjacji. Relację przedstawię w formie „policyjnego raportu ”, wydaje mi się odpowiedni do tej konkretnej sytuacji.

” Na miejscu zastaliśmy dwoję ludzi, pochodzenia polskiego mieszkających na stałe w Kanadzie. Po wejściu w głąb lokalu okazało się, że powierzchnia mieszkalna tzw. użytkowa jest o wiele mniejsza niż ta, deklarowana przez właścicieli, co niezwłocznie zakomunikowaliśmy. Nie byli zdziwieni naszym wyznaniem. Ku naszemu zaskoczeniu, nadal oprowadzali nas po lokalu, zachwalając i kusząc atrakcyjną toaletą. Nie pamiętam kto z nas spytał się o pięterko do dowolnej aranżacji. Kobieta pochodzenia polskiego mieszkająca na stałe w Kanadzie, wskazała palcem prawej ręki na balustradę przypominającą balkonik, dwa metry nad nami. Oczom naszym ukazało się miejsce, do którego w tamtym momencie nie mieliśmy dostępu ani pojęcia jak się tam dostać. Pan pochodzenia polskiego mieszkający na stałe w Kanadzie, pokazał nam kwadrat na suficie, który okazał się otworem. Po chwili z kwadratu wysunęły się schody. Byłam zdezorientowana ale nie dałam po sobie poznać, zachowując zimną krew. Na schody zmieściłam się tylko ja, mój partner asekurował mnie z poziomu zero. Po wejściu na samą górę melduję co zastałam – podłoga wychodząca ze ściany, zabezpieczona barierką chroniącą  najprawdopodobniej przed upadkiem na poziom zero, pomieszczenie z małymi drzwiami i dość sporą kolekcje walizek podróżnych. Na moje pytanie – „co to jest za miejsce” ? kobieta pochodzenia polskiego mieszkając na stałe w Kanadzie odpowiedziała – „pokój na walizki do dowolnej aranżacji ”…

Najbardziej zaskakujące było przeświadczenie właścicieli o posiadaniu dodatkowego „piętra”, nie wiem jak opisać to miejsce, coś co wisiało niemal w powietrzu, strach był tam w ogóle wejść. Mieszkanie składało się z wielkiego salonu, sypialni, przez którą trzeba przejść żeby dostać się do łazienki i trzeciego pokoju walizkowego. Wszystkie sztuczki związane z przygotowaniem mieszkania były w iście hollywoodzkim stylu..  show przykrywające najważniejszą kwestie –  ze 100 metrów mieszkania 2-poziomowego zrobiło się 70m2 na jednym poziomie. Do tego koszty utrzymania sięgające ponad 1 000 zł, miejsce parkingowe na ulicy. To była niezapomniana przygoda.

Następna oferta znaleziona przez portal internetowy, dotyczyła domu wolnostojącego również w Warszawa-Wesoła. Powierzchnia 168 m2, działka 1200 m2, rok budowy 1997, wszystkie media, cena 620 000 zł do negocjacji. Zdjęcia zamieszczone w ogłoszeniu przedstawiały bardzo ciekawy budynek. Po wstępnej, zachęcającej  rozmowie z właścicielką, postanowiliśmy zobaczyć wszystko na żywo.

 Dom niesztampowy, tradycyjna architektura połączona z nowoczesnością początku lat 90- tych. Dwuspadowy dach przedłużony od strony ogrodu, wymagał odświeżenia. Przy furtce przywitał nas gospodarz. Wizytację rozpoczęliśmy od ogrodu. Pierwsze o co zapytałam, to dokładna powierzchnia całego terenu. Okazało się, że działka główna podzielona jest na dwie mniejsze, na jednej stoi dom, a drugą „można dokupić za jedyne 290 000 zł ” zakomunikował właściciel. Czyli z 1200 metrów zrobiło się 600 metrów.

 W środku do naszego tercetu dołączyła żona gospodarza, która przejęła inicjatywę. Tajemnic nie brakowało, kolejna wyszła na jaw praktycznie natychmiast. Naszym oczom ukazał się dom o powierzchni deklarowanej 168 m2, złożony z pewnego rodzaju labiryntu o skomplikowanym układzie korytarzy, utrudniający dostęp do większości pomieszczeń. Upraszczając – był to budynek składający się z dużej ilości schodów, zakrętów, półpięter, korytarzy, w którym tylko dwa, zaledwie dwa pokoje były z drzwiami. Podczas dalszej rozmowy, wyszła na jaw kolejna ciekawostka. Dom nie został wybudowany w 1997 roku, tylko na  początku lat 80-tych. Charakteru nadał mu generalny remont w 1997 roku, połączony z dobudówką specjalnie zaprojektowaną przez zaprzyjaźnionego architekta ( wizjonera ).

 Jeżeli ktoś jest fanem mitologii greckiej i szuka pałacu zwanego labiryntem na podobieństwo tego, który Dedal wzniósł dla swojego króla panującego na Krecie, to miejsce jest wręcz idealne. W międzyczasie wyszło kilka innych mniejszej rangi sekrecików ale to już historia.  Nie wiem ,czy chodź jedna rzecz z ogłoszenia była zgodna ze stanem rzeczywistym …chyba nie.

Kolejną ofertę znalazłam jadąc samochodem, baner wisiał na płocie. Zadzwoniłam, umówiliśmy się na spotkanie.

Na miejscu przywitało nas starsze małżeństwo, bardzo mili ludzie. Dom do niedawna był wynajmowany, w bardzo opłakanym stanie do generalnego remontu. Powierzchnia niecałe 150 m2, wszystkie media, działka około 1800 m2, cena 550 000 zł. Po krótkiej rozmowie gospodarz obniżył cenę o 50 000 zł na poczet przyszłego remontu. Byliśmy szczerze zainteresowani, w naszej głowie pojawiła się myśl – być może znaleźliśmy właśnie nasz dom. Okolica przepiękna, las dookoła, blisko sklepy, cisza i spokój do centrum Warszawy 20 minut. Nauczona doświadczeniem z poprzednich wizyt, przeczuwałam złe wiadomości. Omawiając kwestie własności pojawił się problem. Działka, na której stał dom miała kilku właścicieli, o jedną część toczyła się walka w sądzie, przez środek biegła droga do sąsiada na zasadzie służebności gruntowej. Do tego zauważyliśmy, że belki stropowe wykonane są z materiału nie koniecznie używanego w budownictwie – chodziło o podkłady kolejowe. Ojciec gospodarza pracował na kolei, miał dostęp do tanich lub darmowych podkładów, co umiejętnie wykorzystał. Nie mogę mieć pretensji do ludzi, że z takiego materiału zbudowali dom, raczej byłam pełna podziwu dla samego pomysłu i efektu jaki został osiągnięty. Dla nas nieruchomość nadawała się do rozbiórki, poza tym kwestie samego gruntu – nic z tego nie wyszło.

Kolejna nieruchomość niech będzie przykładem, wykluczenia oferty na etapie rozmowy telefonicznej. Będzie to zabawny przykład  jak to na wszystko trzeba zwracać uwagę. Ogłoszenie z internetu, te same okolice, dom duży 185 m2, rok budowy 2001, pełna własność, 620 000 zł. Ciężko było umówić termin spotkania, właściciel nie mieszkał w tym domu od roku. W końcu udało się, mieliśmy być punktualnie o wyznaczonej godzinie, bo jak oznajmił –  ” miał mało czasu”. Ja w przeciwieństwie do mojego męża, jestem zawsze punktualna, wolę być wcześniej niż się spóźnić, tym razem przyjechaliśmy o wiele za wcześnie z 20 minutowym zapasem.

 Zaparkowaliśmy przed ładnym, okazałym domem, otoczonym starodrzewem niemal z każdej strony. Był już wieczór, latarnie pięknie się tliły ciepłym odcieniem rzucając zgrabnie cień na drewniany płotek. Staliśmy tak dłuższą chwilę zachwycając się widokiem, delektując ciszą… uczucie, które przyszło niespodziewanie, było raczej z tych negatywnych. Jakby dziecku wyrwać ulubionego lizaka, jakby na łące pełnej stokrotek zaatakował cię ruj szerszeni – błogą ciszę przerwał peleton pociągów przejeżdżający jeden po drugim jak stado dzikich koni. Stojąc tak przed domem  jak dwie sieroty nie zauważyliśmy, że za nami, za gęstymi drzewami usytuowane są tory kolejowe, po których jak w formule 1 jadą pociągi. Było bardzo głośno, nie słyszałam do końca jak mój mąż z wyraźnym żalem w głosie, gestykulując coś próbował dowiedzieć się jakim cudem jesteśmy tu gdzie jesteśmy??? Otóż nieruchomość rzeczywiście znajdowała się przy ulicy dworcowej, która w dalszej części przechodziła w Kolejową, ale czy ja wtedy o tym pomyślałam ??, czy mój ukochany mąż o tym pomyślał wbijając w nawigację ul. Dworcową ?? Otóż nikt o tym nie pomyślał.

Chcieliśmy od razu uciec stamtąd, ale właściciel był już niemal za zakrętem. O dziwo, ruch pociągów jakby zamarł na czas prezentacji domu. Facet dokładnie wiedział, o której pociągi nie jeżdżą i ma optymalne warunki na pokazanie nieruchomości. Sam dom był bardzo ciekawy, przestronny, niemal gotowa do zamieszkania. Na sam koniec spytałam przekornie, jaki jest powód sprzedaży tak atrakcyjnej nieruchomości ?? „ nie daleko mieszka mój szwagier, którego nie lubię ” – odparł z przekonaniem w głosie. Nie wspomniał nic o kilkudziesięciu pociągach, które jeżdżą tam i z powrotem godzina po godzinie 7 dni w tygodniu. Kiedy w końcu spytałam się o ten „szczegół” odparł tylko  – do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Sprawdziłam – pociągi jeżdżą tam co 20 minut .

Taki szczegół jak nazwa ulicy jak widzicie może okazać się bardzo istotny. Unikajcie więc nieruchomości leżących przy ulicach takich jak :

  • zalewowa
  • bagienna
  • brzegowa
  • kolejowa
  • rzeczna
  • śmieciarska
  • hutnicza
  • wykopowa
  • lotnicza

 Oczywiście nie zawsze ma to pokrycie w rzeczywistości. Po tej wpadce, zawsze pytałam o nazwę ulicy, niemal w każdym przypadku odnosiła się do warunków panujących w okolicy.

 W internecie pojawiła się oferta z nagłówkiem „wyjątkowa okazja”. Ten przykład jest chyba moim ulubionym.  Zadzwoniłam niemal natychmiast, odebrała miła kobieta. Zachwalała bardzo, nietypowa, duża przestrzeń na dole, kuchnia i sypialnia na piętrze, warto zobaczyć. Nie zastanawiając się długo, zapakowałam męża do samochodu i pojechaliśmy na rekonesans.

Dom 156 m2, działka 800 m2, wszystkie media, rok budowy 2004, cena 580 000 zł, lokalizacja pogranicze Starej Miłosnej i Falenicy ( dzielnice Warszawy ). Do nieruchomości prowadziła prywatna droga, z zewnątrz normalny średniej wielkości domek, zastanawiający był brak okien od strony frontowej, ale to przecież nie problem, okna można w każdym momencie wstawić. Po wejściu do budynku, jeszcze przez chwile zastanawiałam się nad wyjątkowością tej oferty. Dotarło do mnie, że to na co patrze coś mi przypomina. Nie wyrywałam się z pytaniami jak ciekawski student, dałam się oprowadzić po całym domu, słuchając wykładu jaki nam serwowała gospodyni. Pierwsze ochy i achy właścicielka skierowała na duże pomieszczenie na parterze  po prawej stronie ( bez okien ). Przestrzeń na duży pokój lub do podziału na pokój gościnny i gabinet. Po lewej stronie od wejścia głównego, uplasowała się wnęka, stała tam pralka i suszarka, więc wiadomo było co to jest za miejsce. Tyle parter. Pomiędzy dużym pokojem a pralnią, znajdowały się schody prowadzące na piętro. Na ich szczycie ujrzeliśmy wejście do malutkiej sypialni, obok była jeszcze mniejsza łazienka, idąc w lewo pojawił się aneks kuchenny połączony z salonem wielkości dużego pokoju na parterze. Kto z was choć odrobinę zna się na budownictwie i architekturze już wie –  ta „ wyjątkowa okazja ‘’ to garaż dwustanowiskowy z użytkowym poddaszem !!!

 Nasza gospodyni znalazła kupca na dom, który stał na początku działki. Nowy właściciel nie miał tyle pieniędzy żeby kupić całą działkę z garażem. Zaradna kobieta podzieliła posiadłość na dwie mniejsze, do garażu dobudowała poddasze, wyznaczyła drogę dojazdową i wystawiła na sprzedaż garaż jako dom za prawie 600 000 zł.To trzeba mieć talent i tupet zarazem.

Takich przykładów mogłabym podać jeszcze kilkanaście, wszystkie miały jakiś mankament, oczywiście było kilka uczciwych ofert, ale te zazwyczaj przekraczały nasz budżet. Po wyjeżdżeniu 5 baków benzyny, jedno wiem na pewno – wszystkie domy, które widzieliśmy nie były warte swojej ceny, wartość większej połowy tych nieruchomości stanowiła sama ziemia.

Za oknem naszego wynajmowanego mieszkania zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki wiosny. Słońce topiło śnieg, odsłaniając trawę z zeszłego roku i psie kupy. Dni stawały się coraz cieplejsze, napawając nas optymizmem i nowa energią.  Etap poszukiwań domów do remontu został definitywnie zakończony. Podsumowując ten rozdział , mam kilka przemyśleń dotyczących tego tematu.

Decyzje o zakupie domu do remontu trzeba wnikliwie przekalkulować, kwota za jaką kupimy nieruchomość to jedno – drugie to koszty związane z samym remontem. W momencie złego oszacowania stanu faktycznego, mogą dorównać bądź w najgorszym wariancie przewyższyć wartość naszego domu. Dlatego kierowanie się emocjami i sentymentem do starych budynków jest niewskazane, tutaj liczy się wnikliwość, znajomość tematu. Jeżeli nie znamy się na tym, warto poprosić o pomoc fachowców np. konstruktora lub dobrego architekta. W naszym wypadku tak właśnie było. Ilekroć znaleźliśmy ciekawą ofertę, prosiliśmy zaprzyjaźnionego fachowca z rodziny lub znajomego o ocenę stanu technicznego budynku. Sama nie zdecydowałam się na taką inwestycję, ale rynek nieruchomości nie kończy się przecież na Warszawie i jej okolicach. Podróżując po Polsce, siedząc od dłuższego czasu w temacie nieruchomości wiem, że mnóstwo ludzi decyduje się na tego rodzaju zakup. Na koniec tego postu, dla wszystkich w trakcie poszukiwań, poprosiłam moich zaprzyjaźnionych fachowców o trzy żelazne zasady, na co warto zwrócić uwagę kupując dom do remontu.

  1. Zapach – jeżeli na samym wejściu poczujecie zapach stęchlizny, specyficzną woń grzyba lub pleśni, warto rozejrzeć się po domu, przyczyn może być kilka:
  • nieszczelność izolacji pionowych i poziomych, które w wyniku uszkodzeń i swoich wad powodują przedostanie się wody z gruntu ( ziemi ) w głąb ściany budynku.
  • nieprawidłowy lub wadliwy system drenaży, czyli niewłaściwy sposób odprowadzający wody deszczowe.
  • brak izolacji ścian
  • nie odpowiednia cyrkulacja powietrza w budynku, duża wilgotność
  • wadliwie działający system wodno-kanalizacyjny
  • wady konstrukcyjne budynku lub samych fundamentów itp.

Temat jest bardzo złożony, powierzchniowe usunięcie grzyba lub pleśni w żaden sposób nie załatwi nam sprawy. Trzeba odnaleźć przyczynę powstania tego zjawiska i ją usunąć . W skrajnych przypadkach warto poprosić o pomoc mykologa budownictwa – jest to specjalista zajmujący się zwalczaniem korozji biologicznej obiektów budowlanych. Grzyb, jak każda istota żywa potrzebuje pokarmu żeby przetrwać. Nasz potencjalny dom jest dla niego jak najlepsza restauracja, nie wystarczy mu jedzenie przy stole, wejdzie na kuchnie, zaplecze a nawet do gabinetu menagera. Grzyby w przeciwieństwie do pleśni wdzierają się w głąb materiału niszcząc go i dewastując. Atakują spoiny ścian murowanych, gdy na drodze staną im elementy drewniane doprowadzają do ich gnicia i niszczenia, co w dalszej konsekwencji prowadzi do utraty nośności i grozi zawaleniem.

  1. Wyszukiwanie pęknięć i zarysowań budynku.

 Największe zagrożenie niosą za sobą pęknięcia elementów konstrukcyjnych budynków, bardzo ciężko jest oszacować na ile poważny i postępujący jest to proces bez usunięcia zewnętrznego tynku i oględzin fachowca. Często stare domy wystawiane na sprzedaż, zmieniały swój pierwotny wygląd wskutek różnego rodzaju przeróbek. Co gospodarzowi wpadło trochę grosza, dobudował pokój, innym razem pokusił się o adaptację całego strychu, nie zawsze konsultując swoje metamorfozy z fachowcami. Każda zmiana w konstrukcji powinna być rzetelnie przygotowana, w innym razie zagrożenie katastrofą budowlaną jest niemal nieuniknione. Domy postawione 30 lat temu przy mało uczęszczanej drodze, mogą w zupełnie inny sposób zachowywać się 3 dekady później, gdy natężenie ruchu zwiększy się o 300% a wpływ drgań komunikacyjnych w sposób permanentny pogłębia do tej pory niewielkie pęknięcia.

  1. Stan instalacji wodno-kanalizacyjnej, elektrycznej, kominowej, grzewczej.

Przykładowo – kupiliśmy nasz wymarzony używany samochód. Na jeździe próbnej wszystko grało, ale zaraz za miastem zaczynają się kłopoty. Elektryka całkowicie siadła, jest wieczór nie możemy dalej jechać, bo nie mamy świateł, robi się duszno, chcemy otworzyć szybę, żeby przewietrzyć nerwową atmosferę – nie da się. W niedużej odległości widzimy stację benzynową, chociaż sobie zatankujemy, już na jeździe próbnej świeciła się rezerwa, dojeżdżamy lejemy po korek. Po przejechaniu kilku kilometrów w stronę domu ( w strachu, jedziemy przecież po ciemku ) wskaźnik kontroli paliwa spada w niekontrolowany sposób. Do domu dojeżdżamy prawie na rezerwie, zbiornik na benzynę jest dziurawy na skutek postępującej korozji i rdzy. Samochód niby jest, można w nim siedzieć, ale jeździć już nie.

 To oczywiście abstrakcja, ale podobnie może się zdarzyć ze starą instalacją elektryczną lub wodno-kanalizacyjną. Stara lub wadliwa instalacja elektryczna stanowi nie tylko zagrożenie pożarowe, ale głównie niebezpieczeństwo porażenia prądem dla wszystkich mieszkańców. Wiekowe instalację często nie wytrzymują obciążeń jakie wynikają ze stosowania nowoczesnych urządzeń zasilanych energią elektryczną. Kto 15 lat temu miał w domu dwa telewizory, zmywarkę, czy nowoczesny piekarnik elektryczny. Dlatego, tak ważne jest przeprowadzenie gruntownego remontu instalacji.

Również instalacja wodno-kanalizacyjna może stać się niewydolna i nie podołać wymaganiom stawianym przez nowoczesny sprzęt. Zmywarka, jacuzzi,  wanna z hydromasażem czy panele prysznicowe przy słabym ciśnieniu mogą po prostu nie działać prawidłowo.

Z instalacją grzewczą należało by zacząć od końca. Dopóki obecny system grzewczy jest wydolny i zapewnia mieszkańcom odpowiednią temperaturę, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o termomodernizację budynku. W uproszczeniu – żadna instalacja grzewcza nie spełni swojej roli, jeżeli w domu nie ocieplimy ścian i dachu, nie wymienimy okien itp. Może się okazać, że po przeprowadzeniu termomodernizacji wymiana instalacji jest zupełnie niepotrzebna. Jeżeli koniecznie zależy nam na nowym kotle lub innych urządzeniach grzewczych, będziemy mogli w dużym stopniu przewidzieć i kupić sprzęt najbardziej wydajny dla naszego domu.

 

 

podziel się
  • Biały Domek

    Zapraszam na bloga pod adresem białydomekblogspot.pl, gdzie dzielę się etapami budowy, ściany już są czekam na drewno stropowe więc zachęcam do odwiedzin, na razie mała przerwa ale jutro pojadę zrobić świeże fotki i coś wrzucę, i oczywiście ja tu wpadnę do Ciebie zobaczyć jak postępy w budowie. A co wpisu wyżej to myślę, że bardzo często ludzie przesadzają z ceną, brak wyobraźni – nie rozumiem. Na szczęście są takie osoby jak Ty bardzo rozsądne w opinii i decyzjach, więc nie wszyscy się nabierają. Dodam od siebie ,że nawet jak kupimy dom z wadami ukrytymi, możemy starać się o odszkodowanie, sprzedawca może z premedytacją zatuszować poważne wady, ale kto umie walczyć o swoje da sobie z tym radę.
    Pozdrawiam

    • Witam serdecznie koleżankę blogowiczkę 🙂
      Już byłam na Twoim blogu, jest super !!! Mam sporo do nadrobienia, bo widzę że archiwum sięga 2012 roku. Zrobię sobie dobrą herbatkę i siadam do lektury 🙂 wrzucam link do Twojej strony bo ten w twoim komentarzu się nie otwiera http://bialydomek.blogspot.com/
      Z tym, że można starać się o odszkodowanie to nie wiedziałam – dzięki 🙂
      Pozdrawiam

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress