Kupić mieszkanie czy się budować ? moja historia cz.1

 

 

 

Przed takim pytaniem wcześniej czy później stanie większość młodych ludzi. Tak się stało również w naszym przypadku. Oboje z różnych stron Polski, spotkaliśmy się w Warszawie. Od 8 lat jako mieszkańcy stolicy, od 6 jako małżonkowie żyjemy w tej przestrzeni. Dlaczego dopiero teraz zdecydowaliśmy się na zakup czegoś własnego??

Nie wiązaliśmy się nigdy z żadnym miejscem nazbyt emocjonalnie. Mieszkaliśmy w wielu miastach Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Londynie, dlaczego akurat w Warszawie miało by być inaczej?? Dzierżąc miano „warszawskich słoików” staliśmy się częścią tego miasta. Kosmopolityczna stolica daje wiele możliwości, szczególnie na rynku pracy, poza tym przeogromna dostępność wszystkiego co daje Warszawa ( chociaż jak by się przyjrzeć sprawie korzystamy z tego może w 20 % ) dało nam przekonanie, że właśnie tutaj osiądziemy. Z drugiej strony  wynajmując mieszkanie tak długo, nadal nie znamy większości naszych sąsiadów z klatki, bo mało kto  mówi sobie „dzień dobry”, co czasami jest przykre. Ta swoista anonimowość jest nawet przydatna, bo nikt po całym dniu pracy nie zaczepia cię na schodach, nie wisi w oknie z łokciami opartymi na poduszce patrząc co niesiesz w reklamówce na kolację. Może trochę przerysowałam, ale anonimowość jest faktem, szczególnie na naszym warszawskim osiedlu. Czy w takiej rzeczywistości chcemy przebywać?? No właśnie, zdecydowanie nie. Oboje wychowaliśmy się na  osiedlach gdzie wszyscy się znali. Pamiętam mojego tatę, który co rano wychodził na zakupy, wracał dopiero po dwóch godzinach. Odległość między sklepem, a domem była niewielka, ale z każdym napotkanym sąsiadem musiał porozmawiać. Młodzież grała w gumę, bawiła się w podchody lub chowanego, wieczorami siedzieliśmy na osiedlowych ławkach śmiejąc się do łez. Podczas wakacji mieliśmy pozwolenie od wszystkich rodziców na rozbicie namiotów pod blokiem. Kilkanaście wigwamów postawionych jeden przy drugim tuż pod oknami. Dla  większości dzieciaków było to pierwsze spanie poza domem, przygoda życia.

Po kilku latach wynajmowania mieszkania i spłacania kredytu właścicielce naszego lokum, postanowiliśmy odwrócić sytuację i zacząć spłacać własne. Rzecz jasna jako dzieci blokowisk pierwsze myśli poszły w kierunku zakupu mieszkania. Mnie marzyło się w starej kamienicy , mężowi nowe od dewelopera. Jak to bywa w małżeństwach  kompromis to klucz do sukcesu. Więc rozpoczęliśmy naszą wędrówkę od dni otwartych na osiedlach deweloperskich po oferty z rynku wtórnego . W jednym byliśmy zgodni od samego początku – żadnych pośredników.

Nie ma co ukrywać, stołeczny rynek nieruchomości jest na stałym poziomie od wielu lat. Ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym są jedne z najwyższych w kraju. Biorąc średnią cenę na rynku pierwotnym w czerwcu 2015 trzeba przyjąć około 8300 zł./mkw. Lokale z rynku wtórnego są zawsze odrobinę tańsze, ale nadal oscylują w granicach 7700 zł/mkw. Dla porównania w Gorzowie Wielkopolskim za m² mieszkania na rynku pierwotnym trzeba zapłacić 3760 zł, to spora różnica – prawie 4540 zł.

wykres

Siła popytu i podaży w Warszawie jest w całkowitej równowadze, coraz więcej ludzi przyjeżdża do stolicy i osiada w niej na stałe , co napędza deweloperów do rozpoczęcia kolejnych inwestycji.

Wracając do naszej przeprawy w poszukiwaniu odpowiedniego lokum doszliśmy do wniosków, że zakup mieszkania w stolicy nie odpowiada do końca naszym założeniom. Dlaczego??  Jak wcześniej wspomniałam w pierwszej kolejności na ruszt poszły nowe mieszkania oglądane podczas dni otwartych. Taka impreza organizowana przez dewelopera to oczywiście mnóstwo atrakcji. Po przekroczeniu progu biura sprzedaży dużego dewelopera, na miły początek otrzymałam długą białą różę, tuż za rogiem modernistycznego lokalu uplasował się kącik z kawą i herbatą oraz obowiązkowe ciasteczka. Atmosfera iście rodzinna, dla zdecydowanych na zakup mieszkania, czekała Pani architekt, tylko dzisiaj zupełnie gratis sporządzała projekt kuchni, która tylko w tym dniu była w promocyjnych cenach. Równolegle do kącika gastronomicznego swoje stoisko miała delegatura pewnego banku z najlepszą ofertą kredytową.

Po gorącym przywitaniu do stolika zaprosiła nas bardzo sympatyczna Pani, która skądinąd z perspektywy czasu okazała się być bardzo uczciwa względem naszej dwójki. Zaprezentowała nam mieszkania gotowe, można je było kupić od ręki oraz wizualizacje kolejnego etapu. Zaskoczyło nas, że mieszkania ukończone były tańsze od tych w trakcie budowy. Jest ogromne zainteresowanie ze strony naszych klientów dlatego lokale z kolejnego etapu trzeba rezerwować już dziś – tłumaczyła przedstawicielka firmy.

Nam podobały się właśnie te nie istniejące, zlokalizowane na samym froncie z widokiem na jeziorko. W tym momencie nasza opiekunka z wyraźnym przekonaniem w oczach, zniżając głos powiedziała – „ niech się państwo do tego widoku nie przywiązują”.

Wychodząc z biura spojrzeliśmy na odległość miedzy blokiem a jeziorkiem, wydawało nam się niemożliwe wybudowanie tam kolejnego budynku. Mijały dni, tygodnie, a nikt nie zadzwonił z ofertą.  Pomyśleliśmy, że sympatyczna Pani nie potraktowała nas poważnie, kompletny brak profesjonalizmu,  dostało się dziewczynie, oj dostało… 😉 Jakie było nasze zaskoczenie jak dosłownie parę miesięcy później rozpoczęła się budowa nowego etapu i dosłownie z widoku na jeziorko zostały tylko wspomnienia. Ulżyło nam wtedy, dziękowaliśmy opaczności losu, która tamtego dnia skierowała nas właśnie do jej stolika. Pamiętam dokładnie imię tej Pani, ale z przyczyn oczywistych nie napiszę kto nas wtedy ostrzegł, mogę tylko podziękować i życzyć każdemu tak uczciwych ludzi. Może to błahostka, ale dzisiaj jak przejeżdżamy obok i patrzymy w tamtą stronę to wyraźnie widać, że z pięknego balkonu w kształcie litery L, panoramicznego okna z salonu rozpościera się widok na drugi blok, który w całości zasłonił jeziorko i rzuca cień na ten pierwszy…uff tym razem się udało.

Takich wycieczek weekendowych na dni otwarte mieliśmy naprawdę sporo, każda podobna, trzymająca się pewnych schematów, czasami wręcz identyczna w realizacji. Szczegóły którymi różniły się te spotkania to co najwyżej bardziej rozbudowany kącik dla dzieci lub możliwość obejrzenia już gotowych, urządzonych mieszkań. Na moje usilnie zadawane pytanie – jaki w przybliżeniu będzie koszt utrzymania lokalu, nie uzyskałam odpowiedzi od żadnego z przedstawicieli. Wiedziałam jedno – na każdym nowym osiedlu administratorem jest sam deweloper. Zatem w interesie mieszkańców jest jak najszybsze wynajęcie osoby z zewnątrz – to zawsze wychodzi taniej. Po zakończonych eskapadach, dowiedziałam się jednej ważnej rzeczy, za mieszkanie 65m2 w stanie deweloperskim trzeba będzie zapłacić około 454 tyś.

Moment w, którym definitywnie zakończyliśmy poszukiwania na rynku pierwotnym, rozpoczął( nie trwający długo ) etap inwigilacji rynku wtórnego. Mieszkań w bloku w ogóle nie braliśmy pod uwagę, w grę wchodziło moje górnolotne marzenie o mieszkaniu w starej kamienicy. Tutaj wywód będzie zdecydowanie okrojony do minimum, obejrzeliśmy dosłownie parę nieruchomości  te, które zasługiwały na naszą uwagę były całkowicie poza naszym budżetem, a te drugie w telegraficznym skrócie – r u i n y.

Na pytanie – kupić mieszkanie czy się budować ?  na tym etapie nie mogłam jeszcze  jednoznacznie odpowiedzieć. Żeby przyjrzeć się sprawie dogłębnie, trzeba przeanalizować moim zdaniem trzy ważne kwestie – ceny nieruchomości, koszty utrzymania, finansowanie.

Zaczynając od końca, opisując naszą sytuację finansową możemy uplasować się w tzw. „klasie średniej”. Gdy rozpoczęliśmy poszukiwanie mieszkania oboje pracowaliśmy,  mieliśmy odłożone na 10% wkład własny więc jedynym źródłem sfinansowania naszego lokum byłby kredyt hipoteczny, o którym obszernie napiszę w innym poście.

Następną istotną kwestią są koszty utrzymania. Mam tutaj na myśli wszelkie opłaty co miesięczne, przed którymi nie ma szans uciec…

Gdy w 2007 przyjechałam do Warszawy na studia, dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego umówiłam się z moją współlokatorką na dworcu centralnym, skąd ruszyłyśmy w poszukiwaniu naszego mieszkania. Nie było to może nazbyt rozsądne, ale wtedy naprawę wierzyłyśmy ,że znajdziemy lokum w jeden dzień. Nasze pociągi przyjechały z 30 minutowym opóźnieniem, po nocy spędzonej na siedząco około godziny 8 rano wyruszyłyśmy w stolicę. Kupiłyśmy lokalną gazetę z ogłoszeniami, doładowałyśmy konta w telefonach na kartę i zaczęłyśmy dzwonić.

Szukałyśmy 2-osobowego pokoju do wynajęcia. Ofert było mnóstwo, jeździłyśmy od mieszkania do mieszkania, ceny wynajmu wahały się od 400 zł/os. do nawet 1100 zł/os. Te najtańsze były w opłakanym stanie, w starych blokach na Pradze północ z ekscentryczną właścicielką, która na dzień dobry zabiła w nas radość studenckiego życia.

Nie wchodząc w szczegóły tego pięknego jesiennego dnia, po kilku godzinach jazdy komunikacją miejską i zderzeniu się z warszawskim rynkiem nieruchomości wróciłyśmy do punku wyjścia.

Zbliżał się  wieczór, plecaki ze stelażem co raz bardziej nam ciążyły, do głowy przyszła nam kafejka internetowa. Na jednym ze znanych portali widniało ogłoszenie „wynajmę pokój 2-osobowy w domu jednorodzinnym”. Podczas rozmowy telefonicznej okazało się, że dom jest nieco dalej niż obszar naszych poszukiwań.  Byłyśmy zmęczone i zdesperowane, a głos właścicielki brzmiał tak ciepło i życzliwie, nie zastanawiając się długo wsiadłyśmy w autobus na dworcu centralnym i ruszyłyśmy w stronę Wesołej. Warszawa-Wesoła to prawobrzeżna dzielnica stolicy leżąca na samym jej krańcu. Moja współlokatorka zasnęła zanim autobus wyjechał z dworca, jako ta starsza poczułam się w obowiązku pilnowania przystanków i miejsca docelowego. Jechałyśmy bardzo długo – końca nie było widać, znudzona widokiem wysokich bloków przy trasie łazienkowskiej, przetarłam oczy ze zdziwienia jak tylko wjechałyśmy w okolice Rembertowa. Za oknem ukazał się widok przepięknych lasów w większości iglastych, mnóstwo zieleni i niskiej jednorodzinnej zabudowy. Wszystko wydawało się tak piękne, poczułam się jak nad morzem. Gdy podróż dobiegła końca po ponad godzinnej jeździe była już  21.30. Szłyśmy bardzo powoli, obserwując bacznie to wyjątkowe miejsce. Minęłyśmy piekarnie z której pachniało świeżo wypieczonym chlebkiem, kościółek, kwiaciarnie, sklepik spożywczy, pocztę, salonik urody, biblioteczkę…celowo piszę zdrobniale o tych miejscach, było tam wszystko co potrzebne do życia tylko w jakby mniejszym formacie. Wiedziałyśmy, że cokolwiek zobaczymy w tym domu to chcemy tu zostać.

IMG_0617

 

Nasz pokój okazał się wymarzony. Parter nowego domu z bezpośrednim wejściem do naszej własnej łazienki, czysty i pachnący z widokiem na ogródek. Problem był tylko jeden –  właścicielka wystawiając rano swoją ofertę, nie była przygotowana na tak szybką reakcje, nie przypuszczała że tego samego dnia będzie miała dwie lokatorki.  Niemal wybłagałyśmy ją żeby zostać, przez pierwsze 3 noce spałyśmy na podłodze w śpiworach bez łóżek i mebli. Byłyśmy szczęśliwe –  udało nam się znaleźć pokój w jeden dzień. Po tygodniu w naszych rękach był najpiękniejszy pokój w Warszawie za 500 zł od osoby bez dodatkowych kosztów, na taką kwotę byłyśmy przygotowane. 

Po kilkunastu miesiącach jeżdżenia prawie 1,5 godziny na uczelnie , gdy obie pracowałyśmy po szkole żeby utrzymać się w stolicy, przyszedł czas na zmiany, mieszkanie w Wesołej właśnie dobiegało końca. Tym sposobem wylądowałyśmy na Pradze południe, niedaleko Ronda Wiatraczna, skąd do szkoły było już niecałe 30 min. Koszt wynajmu 2-pokojowego mieszkania 48 m2 w bloku z lat 70-tych to 1450 zł plus rachunki. Mało czasu spędzałyśmy w domu więc rachunki były również niskie w sumie łącznie wychodziło po 800-820 zł na osobę. Gdy moja współlokatorka dobrała sobie koleżankę było jeszcze taniej.

Ciąg dalszy tutaj  Kupić mieszkanie czy się budować ?? cz. 2

podziel się
  • Paulina Kowalska

    Brat zamiast zagranicznych wakacji i ładnego samochodu kupił na kredyt mieszkanie, nie miał wiele pieniędzy, pracuje do dziś jako nauczyciel w podstawówce, zawsze był jednak oszczędny, mieszkał z teściami a tamto wynajmował, teraz kupuje już drugie tym razem Arkadia Łomianki, już dla siebie, nie drogie, ale o wysokim standardzie.

    • Witaj Paulina,
      Dziękuję za twój komentarz. Twój brat jest przykładem na ogromną gospodarność i przemyślaną taktykę. Zakup mieszkania docelowego stał się priorytetem, a okres mieszkania u teściów był tylko chwilową „niedogodnością” :-). Cel uświęca środki.
      Pozdrawiam i gratuluję bratu drugiego mieszkania 🙂

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress